Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antologia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 września 2013

Richard Matheson i antologia „Jest legendą”



Richard Matheson to amerykański pisarz i scenarzysta, który za Wielką Wodą cieszy się ogromną estymą. Współtwórca legendarnego serialu „Strefa mroku”, to postać która stała się inspiracją wielu twórców opowieści niesamowitych, w tym tak uznanych jak Stephen King, czy Roger Corman. Żyjąc w błogiej ignorancji przez lata sądziłem, że powieść „Jestem legendą”, czyli jedna z jego niewielu wydanych w Polsce książek, to swego rodzaju odstępstwo od pracy dla kina i telewizji. Po prostu twórczość Mathesona poznawałem właśnie ze szklanego ekranu. Z zapartym tchem śledziłem odcinki „Twilight zone”, doskonale pamiętam swój pierwszy seans (wtedy nie miałem pojęcia, że scenariusz powstał na podstawie opowiadania) „Pojedynku na szosie” Spielberga i rewelacyjne filmy z cormanowskiego cyklu ekranizacji Poego, z „Zagładą domu Usherów” na czele. Już ta lista pokazuje jak wszechstronnym twórcą był Matheson. Kiedy w pewnym momencie zacząłem lekturę powieści graficznej na bazie „Jestem legendą” zapoznałem się szerzej z dokonaniami Mathesona. I doznałem lekkiego szoku uzmysłowiwszy sobie, że literatura była równie ważną częścią jego twórczości jak kino.

Poważniejszego szoku doznałem uzmysłowiwszy sobie, że tak szanowany autor, w Polsce praktycznie nie był wydawany. Z tym większą radością powitałem antologię „Jest legendą” wydaną już jakiś czas temu przez Sine Qua Non i stanowiącą hołd dla jego twórczości. Książka trochę na półce u mnie przeleżała, ale jak wiadomo urlopy sprzyjają nadrabianiu zaległości i w końcu udało mi się z tym zbiorem zapoznać. I bardzo żałuję, że zrobiłem to tak późno, bo to antologia tekstów na równym, wysokim poziomie. Dla mnie jest to o tyle zaskakujące, że poza paroma uznanymi nazwiskami (duet King/Hill, Paul F. Wilson) większości autorów nie znałem. I choć wszystkie teksty można zaklasyfikować jako opowieści niesamowite to mamy tutaj fantastykę naukową i thriller, horror i opowieść obyczajową. Pełna różnorodność.


Z tego smakowitego mixu trudno mi wybrać teksty, które najbardziej mi się spodobały. Ale postanowiłem wyróżnić te, które szczególnie mocno zachęciły mnie do sięgnięcia po oryginały. A na pierwszy ogień pójdzie „Piękno odebrane Ci w tym życiu żyje wiecznie” Gary A. Braunbecka, będące wariacją na temat opowiadania „Guzik, guzik”. Oryginalny koncept kojarzyłem po seansie filmu „The box”, który jednakże świetny pomysł wyjściowy rozmienił idąc w przekombinowane efekciarstwo. Tym bardziej spodobała mi się wersja Braunbecka. Zwięzła, skromna i opatrzona mistrzowskim finałem. Autor za swoje opowiadania został uhonorowany między innymi Bram Stooker Award i widać, że doskonale czuje krótką formę. Świetne opowiadanie. 

Jedną z najbardziej znanych książek Mathesona jest „Piekielny dom”, wskazywany przez Stephena Kinga jako jedna z najlepszych powieści grozy XX wieku. „Powrót do piekielnego domu” Nancy A. Collins to horror w czystej postaci. Niepokojący, krwawy i przepełniony perwersją wszelkiej maści. Choć nie jest to opowiadanie szczególnie odkrywcze, to jako fan opowieści z duchami z radością śledziłem wydarzenia w nawiedzonym domu Belasców. Tym bardziej, że Collins w tym klasycznym otoczeniu czuje się świetnie, umiejętnie grając na oczekiwaniach i przyzwyczajeniach czytelnika. Jeden z najdłuższych i najlepszych tekstów w zbiorze.

Trzecie wyróżnienie idzie do rodziny Kingów. „Gaz do dechy”, pierwsze wspólne dokonanie Stephena Kinga i jego syna Joe Hilla jest wariacją na temat wielbionego przez mnie „Pojedynku na szosie”. Co by było gdyby miejsce prześladowanego przez kierowcę ciężarówki samochodu zajął motocyklowy gang? I jak twardziele na motorach poradziliby sobie z takim zagrożeniem. Nie jest to najlepszy tekst w tym zbiorze, ale zdecydowanie godny uwagi. Akcja od pierwszej strony pędzi z zawrotną prędkością i nie zwalnia aż do wybuchowego finału. W całym opowiadaniu widać także, że pisarze dobrze się bawili tworząc tę historię. I nastrój ten udziela się czytelnikowi.

Uwierzcie, że to tylko część tekstów zasługujących na wyróżnienie. Świetne jest opowiadanie „Wezwany” Paula F. Wilsona. Jako miłośnikowi westernu i opowieści o podróżach w czasie wyśmienicie się bawiłem przy „Dwóch strzałach z Fotogalerii Fly’a” Johna Shirley’a. A jest jeszcze perfekcyjnie spuentowany „Nawrót” Ed Gormana, szalona „Zdobycz” Joe R. Lansdale’a, czy bardzo przyjemny „Podniebny dżokej” Striebera. Wymieniać mógłbym dalej, ale lepiej po prostu sami odkryjcie te historie. Tym bardziej, że parę słabszych tekstów jak „Pamiętnik Louise Carey”, czy będący jedyną tak jaskrawą klapą „Venturi” Mathesona juniora nie popsują Wam zabawy. Ja przy tym zbiorze bawiłem się doskonale i polecam Wam zagłębienie się w ten unikalny świat Richarda Mathesona, tym bardziej, że obecnie antologię można dostać naprawdę za grosze. Tylko ostrzegam, będziecie mieli ochotę na więcej.  

Ps. Jeżeli macie ochotę posłuchać więcej o opowiadaniu duetu King/Hill zapraszam na Radio SK tutaj.

piątek, 3 sierpnia 2012

Antologia opowiadań „Cienie spoza czasu”


Jako fan Lovecrafta bardzo ucieszyłem się już na pierwszą wzmiankę o planowanej antologii opowiadań inspirowanych jego twórczością. Śledzenie kolejnych potwierdzanych nazwisk na liście autorów systematycznie umacniało moje zainteresowanie. Takie tuzy jak Ramsey Campbell, Edward Lee czy Alan Moore nie codziennie mają się okazję spotkać w ramach jednego literackiego projektu. W końcu, po długim oczekiwaniu, zagościł w mych progach jeszcze ciepły egzemplarz książkowego debiutu Wydawnictwa Dobre Historie.  


Pierwsze na co zwróciłem uwagę to bardzo staranna oprawa edytorska. Udana pulpowa okładka, dobry papier, staranny skład, a do tego (uroki przedsprzedaży) paski komiksowe (które zasługują na osobny komentarz później). Antologię otwiera wstęp autorstwa S.T. Joshi’ego. Człowieka znanego każdemu miłośnikowi Samotnika z Providence, autora licznych publikacji o Lovecrafcie oraz wielkiego znawcy jego literatury. Wstęp poświęcony „mitologii Cthulhu” oraz naśladowcom i kontynuatorom stylu Lovecrafta stanowi bardzo dobre otwarcie zbioru. Jak wypadają zebrane teksty?

Na pierwszy rzut idzie „Dziedziniec” autorstwa Alana Moore i jest to otwarcie naprawdę mocne. Historia agenta FBI rozpracowującego serię bestialskich morderstw sprawdza się bardzo dobrze zarówno od strony fabularnej jak i od strony powiązań z Lovecraftowskim uniwersum. Moore słynie z erudycji, ale ilość nawiązań do różnych teksów „mitologii Cthulhu” (i nie tylko) może przyprawić o zawrót głowy, a odkrywanie kolejnych smaczków stanowi świetną zabawę samą w sobie.

Następnie mamy opowiadanie F. Paul Wilsona, autora kultowej w Polsce „Twierdzy”. „Pustkowia” to bodaj najdłuższy tekst w zbiorze i w tym przypadku muszę powiedzieć, że poczułem się trochę zawiedziony. Joshi we wstępie pisze o tym, że potępia pisarzy, którzy imitując Lovecrafta nie wnoszą nic nowego i niestety w tym przypadku mam wrażenie, że mamy do czynienia właśnie z takim tekstem. Poprawnym, nieźle napisanym, ale mało zaskakującym i dość wtórnym.

Na szczęście szybko moje średnie wrażenia zostały zatarte jedną ze stanowczo najlepszych historii - „Grubą rybą” Kima Newmana. Nie wszystkim przypadnie do gustu konwencja opowiadania, ale dla mnie, jako miłośnika czarnego kryminału, synteza Chandlerowskiego bohatera i mitologii Cthulhu sprawdziła się wyśmienicie. Polecam gorąco! Osobiście nie znalem wcześniej twórczości Newmana, ale jego tekst zdecydowanie zachęcił mnie do dalszej eksploracji.

Kolejne dwa teksty także trzymają wysoki poziom. „Will” to Mastertonowskie opowiadanie jakie najbardziej lubię. Krótkie, pomysłowe i intensywne. Masterton stanowczo w dobrej formie. Na „Pierwiastek zła” czekałem wyjątkowo mocno. Nie ukrywam, że wydane w Polsce powieści Edward Lee wyjątkowo trafiły w mój gust, a znając jego fascynację Lovecraftem byłem bardzo ciekawy jak wypadł w starciu z idolem. Nie zawiodłem się. Jeżeli czytaliście jakikolwiek tekst Lee wiecie czego się spodziewać. Tylko dodajcie do tego macki… Jeżeli nie, „Pierwiastek zła” może stanowić dobry rozbieg w kierunku jego innych dzieł.

„W labiryncie Cthulhu” Iana Watsona stanowi intrygujący przykład specyficznego survival horroru. Rozpoczyna się według mnie kapitalnie i choć nie do końca przekonuje mnie zakończenie opowiadania to tekst jest na naprawdę niezłym poziomie. W przypadku „Sekretu noszonego w sercu” Morta Castle mam problem. Lubię poruszaną tematykę (nieśmiertelność), ale sposób jej ujęcia w ogóle do mnie nie trafił. 

„Wystąpił błąd krytyczny pod adresem…” Alana Deana Fostera to chyba obok „Grubej ryby” największe zaskoczenie w Antologii. Uwierzcie, takiego potraktowania „mitów Cthulhu” mało kto się chyba spodziewał, a tekst jest świetny i bawiłem się przy nim doskonale. Gorzej było niestety w przypadku kolejnych dwóch opowiadań. „Przyciąganie” Ramseya Campbella oraz „Pan tej Ziemi” Gene Wolfe - mają niezły klimat, ale i w jednym i w drugim coś mi nie zagrało. U Campbella mam wrażenie, że historia w końcowym rozrachunku jest zbyt odtwórcza. W przypadku Wolfe opowieść jest dość ciekawa, natomiast jest jeden mały minus. To bodaj jedyne opowiadanie, gdzie Lovecraftowskiego wątku w zasadzie nie dostrzegam.

Zbiór kończy opowiadanie Tomasza Drabarka, który został zwycięzcą konkursu na opowiadanie do antologii. Doceniając wiedzę autora, muszę stwierdzić, że uważam „Iran Political Fiction” za najsłabsze ogniwo.  Odniosłem wrażenie, że to tekst zmarnowanego potencjału. Pomysł bardzo mi się podoba, ale rwana narracja i zbyt duże uszczegółowienie świata przedstawionego spowodowało, że miałem problem z ogarnięciem opowieści. Doskonały pomysł, wykonanie tylko momentami mu dorównuje.

Antologie tematyczne to w mojej ocenie trudny temat. Jak bowiem zebrać teksty, które nie będąc zbyt hermetycznymi zadowolą jednocześnie bardziej zagorzałych fanów? „Cienie spoza czasu” wypadają w mojej ocenie całkiem nieźle. W przynajmniej dwóch przypadkach zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony (Newman, Dean Foster), wyjadacze trzymają fason (Masteron, Moore, Lee), a nawet te teksty które mnie nie porwały (Castle, Wilson, Drabarek) są co najmniej intrygujące. Wydawnictwo Dobre Historie zaliczyło udany debiut. Fani Lovecrafta mogą sięgnąć po „Cienie spoza czasu” w ciemno, a miłośnicy weird fiction też nie powinni czuć się zawiedzeni.

Dodatkowe słowa uznania należą się Panu Krzystofowi Chalikowi. Jego paski komiksowe do trzech opowiadań ze zbioru są naprawdę znakomite! Z niecierpliwością będę śledził jego kolejne prace, a tych którym nie dane było się z nimi zapoznać zapraszam na profil wydawnictwa na facebooku gdzie w formie animowanej (mam nadzieję, że wszystkie) zostaną opublikowane.